czwartek, 7 kwietnia 2016

Skąpa matka wszędzie wkręci się za darmo

Zniknęłam ponownie. Tym razem dlatego, ze dałam się skusić pracy na etacie. Miało być pięknie, niestety skończyło się gorzej. Po 1,5 miesiąca pracy non stop do 19-20, w tempie karabinu maszynowego w silnym stresie i jeszcze pod telefonem w sobotę - powiedziałam dość. Dużo winy jest też po mojej stronie - cokolwiek robię, robię to a 100%. Efekt był taki, że dałam się pochłonąć pracy fizycznie i psychicznie kosztem wszystego wokoło. Kiedy Franek powiedział pewnego dnia "Mamusiu zagraj w totka, może nie będziesz już musiała tam chodzić", przyszło otrzeźwienie. Mamy to szczęście, że mogłam zrezygnować. Oczywiście finansowo będzie znacznie gorzej, ale z głodu nie umrzemy. Coś za coś. Jestem bardzo wdzięczna losowi, że mogłam podjąć taką decyzję.



No właśnie, te nieszczęsne pieniądze. Często słyszę od znajomych "Mnie nie stać na chodzenie z dzieckiem na takie fajne zajęcia", "nie mam pieniędzy na takie atrakcje" itd. Otóż zdradzę Wam tajemnicę. Wcale nie potrzeba na to pieniędzy! I nie mówię tutaj o samoorganizowanych atrakcjach w lesie czy parku (które są super, ale pogoda nie zawsze sprzyja) tylko o bardzo fajnych, profesjonalnych warsztatach :).



No dobra - tu nieco poszkodowani są mieszkańcy małych miejscowości - przyznaję. Ale sytuacja nie jest beznadziejna, z moich  obserwacji wynika, że niedoceniane często Domy Kultury, szkoły, a nawet kawiarnie i firmy często organizują fajne zajęcia o których mało kto wie... Warto śledzić informatory, zapisywać się do wszelkich możliwych newsletterów i mieć oczy dookoła głowy. Wszelkie zajęcia otwarte to też nieskończone źródło atrakcji dla naszych pociech.

My na przykład, swego czasu  odwiedziliśmy opisywaną w poprzednim poście Akademię Duckie Deck. Teraz Akademia powraca i w najbliższy weekend znowu spotkamy się z żółtą kaczuszką. Ale to nie wszystko. Instytut Audiowizualny zaskoczył wszystkich i zorganizował zajęcia dla dzieci z młodym artystą Aleksandrem Sashką Kanavalau - twórcą nieco przerażających,  ale bardzo ciekawych Monsterów.

  

 Dla dzieci przygotowano wersję nieco złagodzoną. Na wielkich kartonach naklejały oczka, usta, dodatkowe elementy tworząc swoje własne autorskie Monstery. Na koniec malowanie farbami, kredkami lub wyklejanie. Każdy uczestnik musiał wymyślić imię oraz opisać charakter swojego Monstera. Nasz BULGODROT był łagodnym przybyszem z dalekiej planety. 2 godziny wspanialej zabawy, profesjonalne materiały, wykład,  spotkanie z prawdziwym artystą i zero kosztów.


Innego dnia wybraliśmy się do Ambasady Japonii na warsztaty kulturowe. Gdyby nie śledzenie milion profili na FB w życiu bym na to nie wpadła, promocja była niemal zerowa. Dzieciaki poznały elementy typowe dla tego kraju, stworzyły własne laleczki KOKESHI, uczyły się podstaw origami tworząc kapelusze z prawdziwych japońskich gazet, zrobiły sushi z plasteliny i uczyły się posługiwać pałeczkami.Wszystko za darmo.











W międzyczasie "zaliczyliśmy" też w ramach akcji Zwalcz Nudę warsztaty kulinarne z Dobrym Duszkiem Visolvit, gdzie młodzi kucharze stworzyli kolorowe "polskie" sushi z bardzo zdrowych składników. Smacznie i za darmo ;)



 

I jeszcze jedno - wiele osób twierdzi, że nie ma sensu brać udziału w konkursach i losowaniach. Nic bardziej mylnego. Bardzo wiele biletów do kina lub na płatne wystawy i warsztaty wygrywam właśnie w konkursach (głównie na FB). Tak też było z dość kosztownymi  biletami wstępu na wystawę "DINOZAURY NA ŻYWO" na Stadionie Narodowym. Jeśli mam byś szczera, gdybym zapłaciła za bilet rodzinny z własnej kieszeni to byłabym mocno wkurzona. Z punktu widzenia rodzica wystawa nie była tyle warta. Mimo to, Franek był zachwycony i biegał tam i z powrotem przez dobrą godzinę. Wilk syty i owca cała ;)



















Podobno skąpiradło ze mnie, bo wkręcam się wszędzie tam gdzie jest za darmo. Ale z drugiej strony dlaczego nie? Dzięki takiemu podejściu mogę dać mojemu dziecku  atrakcje, na które być może nie wystarczyło by mi funduszy. Dzięki temu mogę zapłacić za jego dodatkowy angielski czy ściankę wspinaczkową. Dzięki temu mimo mojej rezygnacji z pracy Franek nadal będzie miał fajne, kolorowe weekendy. Czy to jest powód do wstydu?

wtorek, 9 lutego 2016

Nie każdy kaczor jest zły - czyli szalony weekend z Akademią Duckie Deck



W lutym trafiłam na FB na Akademię Duckie Deck (FB), był to, jak się okazało ostatni moment aby załapać się na darmowe warsztaty dla dzięki organizowane przez Akademię na terenie Warszawy i Krakowa. Była walka o miejsce i czatowanie na zwolnione terminy na FB. W sobotę udało mi się zapisać Franka na programowanie z robotem Photon.



źródło



Przygoda zaczęła się średnio bo zmęczony Franek zasnął w samochodzie i za nic nie miał ochoty budzić się i brać udziału w zajęciach. Na szczęście nie marudził głośno i po jakimś czasie zainteresował się nimi bardziej ;). Bardzo wesoła pani (z pomocą 2 panów) opowiedziała dzieciakom o tym czym jest robot Photon (FB). A jest to mały, milutki robocik interaktywny, który w połączeniu z tabletem lub telefonem pozwala dziecku postawić pierwsze kroki w nauce programowania. Podczas zajęć dzieci przeprowadziły go przez całą planszę do gry, wykonując przy tym zadania i odpowiadając na pytania. Każde dziecko mogło wykonać jakąś czynność, nikt nie został pominięty. Jedne rzucały kostką, inne zapisywały ruchy na tablicy a jeszcze inne na tablecie programowały wyznaczone ruchy. Potem wszyscy z zapartym tchem patrzyli czy się udało i czy nasz robot pojedzie tam gdzie trzeba. Z tym bywało rożnie, ale zwyczaj kolejne etapy kończyły się sukcesem. Franek uznał, że tylko programowanie na smartfonie jest ciekawe :)





Bardzo fajne było to, że po wyjściu z sali dzieciaki mogły bez problemów korzystać ze wszystkich pozostałych atrakcji na terenie budynku. A było ich całkiem sporo. Ogromne tory Stacyjkowo, interaktywna ciuchcia gdzie po założeniu gogli (ze smartfonem) dzieci przenosiły się do trójwymiarowego, wirtualnego świata na przejażdżkę bajkowym pociągiem. W tym czasie rodzice mogli obserwować trasę na ekranie. Dzieci było sporo, ale kolejek jak na darmowe zajęcia nie było praktycznie wcale. Brawo za organizację i miłą atmosferę.

                        



Były też atrakcje dla starszych dzieci - labirynt z interaktywnym BB-8, robot sterowany smartfonem, gogle przenoszące w trójwymiarowy wirtualny świat dinozaurów (naprawę wow!) i muzyczny stół.  Wszystko można było zobaczyć, pomacać, wypróbować a obsługa cierpliwie tłumaczyła co do czego i z czym :)

                  



 

W niedzielę przyjechaliśmy na zajęcia z robienia karmników. Niestety ze względu na spóźnienie Pani nie dopuściła dzieci do zajęć. Szkoda, bo miejsce było a wiadomo, że dzieciaki były rozczarowane. Taki mały zgrzyt. Całe szczęście udało się zapanować nad sytuacją i ponownie korzystaliśmy ze wszystkich atrakcji dodatkowych, uznając, że takie karmniki to sobie zrobimy sami w domu ;)
źródło


Ale to nie wszystko - na wiele warsztatów zwyczajnie nie zdążyliśmy się zapisać - a było ich sporo:
- Microsoft - nauka programowania z Minecraft
- Sandwich Chef - czy kanapka może być dziełem sztuki?
- Family Photo - kreatywne portrety rodzinne
- Huff & Puff - konstruowanie maszyn wiatrowych
- Trash Toys - tworzenie elektrycznych zabawek
- Homemade Ochestra - instrumenty handmade
- Tworzenie filmów animowanych z player.pl
- Muzykowanie z NOVIKĄ
- LOFI Robot - zbuduj robota!

Do wyboru, do koloru! 


Podsumowując - super zajęcia, bardzo ciekawe atrakcje i bardzo dobra organizacja. Można się było wiele dowiedzieć o nowościach, kreatywnym spędzaniu czasu z dzieckiem i możliwościach zajęć dodatkowych. Rodzice mieli miejsce gdzie mogli zjeść ciacho i wypić kawkę. Generalnie miło spędzony czas - bez hałasu, wrzasków, kolejek itd. Zabawa i trochę nauki w jednym. Wszyscy byli zadowoleni a Franek często pyta kiedy pójdziemy znowu "do kaczki". W kwietniu ruszają podobno kolejne warsztaty i jak już sobie na nie ostrzę pazurki ;). Jedyny minus to lokalizacja - tylko te dwa miasta (Warszawa i Kraków). Jeśli jednak mieszkacie niedaleko - koniecznie śledźcie stronę na FB i polujcie na kolejną edycję - naprawdę warto! Zapraszam też na stronę Akademia Duckie Deck, gdzie można poznać więcej szczegółów oraz zobaczyć galerię zdjęć w wydarzenia.

My wyszliśmy zmęczeni i zadowoleni a że zima wtedy dopisywała pojechaliśmy zobaczyć największy warszawski...sopel!